środa, 22 lutego 2012

Mroczny Dotyk - Rozdział 4 _epizod 1



Miał wrażenie, że wali głową w mur. Każdy jego krok, każde nawet najdrobniejsze odkrycie niosło ze sobą porażkę, cofając go z powrotem do punktu wyjścia.
To, co z początku zdawało się być intrygującą zagadką do rozwiązania, zmieniło się w koszmar na jawie. Od kilku dni nie jadł i nie spał. Drażniło go wszystko i wszyscy, nawet dotyk cielęcej skóry rękawiczek na dłoniach.
Zdarł je, podobnie jak bluzę i T-shirt, i cisnął je na podłogę wiele godzin temu. W samych tylko dżinsach ślęczał pochylony nad zagadkowym tekstem.
Od wielu setek lat nie wystawiał tak wiele gołej skóry na widok publiczny.
Potarł zmęczoną twarz dłońmi, na moment odrywając spojrzenie od tabliczki. Ale nawet wtedy litery plątały się mu przed oczyma.
Tyle godzin poświęcił na rozpracowanie szyfru i nie osiągnął nic. 
Lucien, który początkowo próbował mu pomóc, szybko wycofał się ograniczając, do patrolowania Budapesztu i przeczesywania terenu wokół Destiny. Co jak co, ale logiczne łamigłówki nie były mocną stroną dozorcy demona Śmierci. Jedyny, na którego pomoc mógł liczyć, to Kane. Błyskotliwy umysł przyjaciela i zdolność do wychwytywania szczegółów, których nikt inny nie potrafił zauważyć z pewnością bardzo by się Torinowi przydała. Niestety, samo wpuszczenie Katastrofy do pokoju mogło oznaczać dla wojownika konieczność wymiany całego sprzętu elektronicznego, a tej ewentualności wolał uniknąć.
Zrezygnowany, zwinął kopie tekstu, które poczynił, i odłożył  je na bok. Ostatnie kilka dni był tak skupiony na rozszyfrowaniu antycznego pisma, że prawie w ogóle nie poświęcał czasu na obserwację okolicy. Takie zaniedbanie mogło ich drogo kosztować. Na szczęście Lucien i Aeron byli cały czas w pogotowiu. Chcąc nie chcąc odsunął pracę na bok i wrócił do swoich komputerów. Potem wstukał odpowiednią komendę i obrócił kamerę tak, by obiektyw skierowany był bezpośrednio na główne drzwi Destiny. Kamera rejestrowała każdy, nawet ten najdrobniejszy ruch w promieniu pięćdziesięciu metrów, dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Gdy zapadał zmrok urządzenie przełączało się na podczerwień i nawet wtedy nic nie mogło umknąć jej uwadze.
Poprzednie dwie kamery również były wyposażone w czujnik ruchu, a mimo to ktoś bez najmniejszego trudu je zniszczył, a urządzenie nie zdołało zapisać twarzy intruza.
Chyba właśnie ten fakt irytował Torina bardziej, niż nierozwiązana zagadka glinianej tabliczki.
Przeczesał jasne włosy i ponownie spojrzał na monitor. Wokół Destiny panował spokój. Parka pryszczatych gotów próbowała wejść do środka, ale ochrona po przyjrzeniu się ich dokumentom kazała im spadać i nastolatki odeszły niepyszne.
W zasadzie nic się nie działo. Totalny spokój. Torin jednak wiedział, że ta cisza jest tylko przykrywką do tego, co rozgrywało się przez ostatnie wieczory wewnątrz lokalu – spotkań Łowców.
Nie wiedzieć czemu ten właśnie klub upodobali sobie ostatnio zwolennicy Galena. Choć ten ostatni, podobnie jak jego prawa ręka – Stefano – osobiście nie odwiedził przybytku. Być może odbywały się tam tylko towarzyskie pogawędki młodych adeptów, choć nikt z Lordów w to nie wierzył. Bardziej prawdopodobne, że wewnątrz lokalu werbowano nowych kandydatów na pogromców demonów.
W takim bądź razie, czy właściciel Destiny wiedział, co też działo, się pod jego dachem? A może sam brał w tym udział? Lub co gorsza dał się zwerbować?
– Cholera! – zaklął Torin.
Zmrok powoli zapadał nad Budapesztem, a to oznaczało, że lada chwila bojówki pogromców zaczną się gromadzić wokół klubu.
Jakby słysząc jego myśli, grupka dwudziestoparolatków w napakowanych kurtkach i spodniach bojówkach weszła w zasięg kamery.
Torin zmarszczył brwi. Byli coraz młodsi, mieli ledwie po dwadzieścia lat, ogolone po wojskowemu głowy i ciężkie glany na nogach. Rozmawiali  o czymś przyciszonymi głosami, żywo gestykulując. Szybko zniknęli we wnętrzu lokalu, a ochrona klubu nawet nie zadała sobie trudu, by sprawdzić ich wiek. Widać znali ich doskonale.
Torin już miał ponownie zakląć, gdy nagle z wnętrza wyszła kobieta. Mężczyzna zacisnął dłonie na poręczach fotela. Była oszałamiająco piękna. Kruczoczarne włosy przeplatane czerwonymi pasemkami swobodnie falowały wokół jej twarzy. Miała jasną cerę, zbyt idealną jak na żywą istotę i nieziemsko zielone oczy. Czarna skóra opinała jej ciało od stóp do głów, sprawiając, że jej drobna postać ginęła w mrokach nocy.
Torin nie miał pojęcia, kim była, jedno wiedział na pewno – obok takiej kobiety nie przechodzi się obojętnie.
Serce zaczęło bić mu szaleńczo, gęsia skórka pokryła plecy i ramiona. Ciało po raz pierwszy od wielu setek lat obudziło się do życia, dając znać o swoich potrzebach, pragnąc dotyku jej rąk na swojej skórze, niezależnie od tego, kim była i jak wiele istnień ludzkich musiałoby umrzeć, gdyby go dotknęła.
Jęknął, z niedowierzaniem wpatrując się w ekran monitora.
Kobieta tymczasem zmysłowym gestem odgarnęła włosy z twarzy, i przez jedną krótką chwilę mógł dojrzeć jej smukłą szyję i maleńkie ucho. Członek mężczyzny stwardniał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wojownik jęknął podniecony, kierując zdalnie kamerę na twarz kobiety. Zielone oczy z uwagą wpatrywały się w ciemność, jakby na kogoś czekała. Po kilku minutach intensywnego zerkania, dziewczyna nagle odwróciła głowę, kierując swe spojrzenie dokładnie w oko kamery. Jej źrenice rozszerzyły się delikatnie, niedowierzanie na moment odmalowało się na jej twarzy.
Chwilę później była już przy ścianie, w której Lucien ukrył urządzenie. Torin zastygł w dłońmi wbitymi w poręcz fotela.
„Wiedziała” – tylko ta jedna myśl zdążyła zakiełkować w jego umyśle nim obraz znikł, a na ekranie pojawił się napis „Brak Sygnału”.

1 komentarz: