czwartek, 8 marca 2012

Mroczny Dotyk - Rozdział 5 _epizod 1




Postawił kołnierz skórzanej kurtki jak tylko wysoko się dało, a włosy ukrył pod czapką z daszkiem. Dłonie obleczone w czarne rękawiczki schował w kieszeniach.
Przemykał wąskimi uliczkami Budy, zawsze trzymając się cienia, uważając, by nikt go nie dostrzegł i nie zbliżył się zanadto. Unikał miejsc, w których gromadzili się ludzie: przejść dla pieszych, podziemnych tuneli.
Nie powinien tam iść, ale nogi same go niosły. Walcząc ze sobą, rozważał wszystkie „za” i „przeciw”. W myślach miał jednak tak wielki mętlik, że nic rozsądnego nie przychodziło mu do głowy. Dziesiątki pytań, na które nie znał odpowiedzi i jeszcze więcej wątpliwości. A wszystko z powodu kobiety.
Skóra płonęła żywym ogniem na samo wspomnienie jej nieziemskiej twarzy i zielonych oczu.
Kim była? I co robiła koło Destiny? Czy rzeczywiście mogła wiedzieć o istnieniu kamery? Może Lucien z Aeronem niewystarczająco zamaskowali urządzenie? Szybko pokręcił głową. To było niemożliwe, z całą pewnością przyjaciel nie pozwoliłby sobie na fuszerkę i dekonspirację.
W takim razie, skąd wiedziała o kamerze? I czy faktycznie zniszczyła urządzenie? Może przypadkiem znalazła się pod tamtą ścianą, a kamera sama przestała działać?
To była głupia myśl, ale wolał trzymać się jej niż przyznać przed samym sobą, że dziewczyna celowo zniszczyła ich aparat. Czy więc była ich wrogiem? A może Łowcą?
Wzdrygnął się na samo brzmienie tego słowa. Nie dało się jednak zaprzeczyć, że dziewczyna była wyjątkowo piękna. Łowcy często wykorzystywali takie właśnie kobiety by zwabić Lordów w pułapkę.
Czy więc była Przynętą? Jak Haidee, przez którą zginął Baden, jak Sienna, która miała zwabić Parysa w pułapkę? Jeśli tak, to kogo chciała skusić? Żaden z jego przyjaciół nie odwiedzał wcześniej Destiny. Może więc była zwykłą turystką, szukającą wrażeń w Budapeszcie?
Możliwe, choć bardzo wątpliwe.
Torin zatrzymał się kilkanaście metrów przed wejściem do klubu. Ta część śródmieścia była wyłączona z ruchu samochodowego. Ktokolwiek chciał się tu dostać, musiał iść pieszo. Dochodziła północ, niewielu spośród mieszkańców kręciło się o tej porze po ulicach miasta. Przyjezdni natomiast woleli szaleć w dyskotekach i modnych klubach, pijąc do białego rana i uprawiając seks za pieniądze. Ilu turystów wybrało się na ten wieczór do Destiny?
Zastanawiając się nad tym, skręcił w wąską uliczkę, prowadzącą wprost do klubu. Nie uszedł jednak pięciu metrów jak drzwi lokalu otwarły się, a z jego wnętrza wytoczyła się grupa kompletnie zalanych, młodych ludzi.
Natychmiast zamarł, przyciskając plecy do najbliższej ściany. Imprezowicze tymczasem przeszli obok, chichocząc na widok jego marsowej miny i pobladłych ust.
Zaraza zdążyła się już jednak przebudzić w jego umyśle, wyczuwając dla siebie dogodną okazję. Dotknij, dotknij, demon krzyczał w jego głowie. Wojownik skrzywił się, na próżno próbując uspokoić wzurzonego stwora, ale ten szalał w jego ciele, łaknąc krwi i cierpienia, szarpiąc palce Torina, usiłując zmusić go do działania.
Mężczyzna przylgnął jeszcze mocniej do ściany, dłonie zaciskając w pięści dopóki kości nie zaczęły mu trzeszczeć, a fala bólu nie przetoczyła się przez jego ciało. Dopiero wtedy demon uspokoił się na tyle, że wojownik mógł odejść. Podchmielona grupka szczęściem już dawno zdążyła zniknąć mu z oczu.
Mógł ich dotknąć, tak jak szeptał do jego ucha demon i zetrzeć z ich twarzy te pijackie uśmieszki, posyłając ich nędzne dusze do bram piekła. Niestety w ślad za nimi podążyłyby setki innych istnień, a tego absolutnie nie pragnął.
Nie wspominając o awanturze, jaką by mu zgotował Lucien, kiedy już dozorca demona Śmierci uporałby się z tymi wszystkimi duszami.
Torin wiele ryzykował przychodząc tutaj. Ale nie potrafił się powstrzymać. Musiał naocznie przekonać się, co też stało się z jego kamerą.
Jak najciszej się dało, minął masywne drzwi do klubu i unikając jaskrawego światła lamp, stanął przed ceglanym murem.
Kilkanaście nieskończenie długich sekund zajęło mu przyjrzenie się poszczególnym kamieniom i ustalenie, w którym z nich znajduje się urządzenie monitorujące.
Na pierwszy rzut oka cegła nie wydawała się być w żaden sposób uszkodzona, jednak po bliższym przyjrzeniu się Torin poczuł coś, co od razu wzbudziło w nim złe przeczucia – swąd spalenizny.
Wyłuskał cegłę z muru, nie przejmując się nawet tym, że odłamki gruzu spadały pod jego stopy. To, co wypadło z wnętrza było stopioną masą kabli, plastiku i innych części.
Torin z trudem wciągnął powietrze do ust. Kamera wyglądała jakby ją ktoś usmażył w ognisku.
Jeśli do tej pory łudził się, że dziewczyna nie miała z tym nic wspólnego, to właśnie przestał. Pytanie, jakie należałoby sobie zadać, to: w jaki sposób to zrobiła?

1 komentarz: