środa, 22 stycznia 2014

Szmaragdowe Serce - Rozdział 1_epizod 1






Krasnolud miał długą, rudą brodę zaplecioną w warkoczyki, a zmechacone włosy zwisały w strąkach wokół okrągłej twarzy. Mężczyzna odłamał kawałek chleba, umoczył go w gęstym sosie i włożył do ust, nie bacząc na tłuszcz ściekający po palcach i brodzie. Potem upił łyk ciemnego piwa i dopiero wtedy spojrzał na kobietę siedzącą naprzeciw niego.
Wyłamywała nerwowo stawy, wyczekując jego słów. Niecierpliwiła się i choć usilnie próbowała nad tym zapanować, marnie jej to wychodziło. Dla krasnoluda była zbyt piękna, by sama włóczyć się po Siódmym Lądzie. Takie kobiety zawsze ściągały na siebie uwagę, nieważne w co się ubrały, nieważne jak bardzo unikały obcych; urok osobisty, jaki wokół siebie roztaczały, notorycznie przysparzał kłopotów.
Za duże spodnie, które miała na sobie, ani trochę nie ukrywały kształtów jej bioder, z rozcięcia szarej koszuliny wychylały się kształtne piersi, wodząc na pokuszenie wędrowców. Ramiona okrywała szarym płaszczem. Siedziała pochylona nad stołem, ukrywając swą urodziwą twarz i ciemne włosy pod kapturem. Zdecydowanie nie była już płochliwym dziewczątkiem, raczej dorosłą kobietą. Nosiła czarne, skórzane rękawice, przez co krasnolud nie mógł dostrzec jej rąk; a szkoda, dłonie wiele potrafiły powiedzieć o jego właścicielu.
Tego wieczoru w karczmie „Smoczy Ząb” gościło wielu podróżnych, toteż tęskne oczy mężczyzn łakomie zerkały na nieznajomą. Krasnolud dotknął czoła czubkiem pulchnego palca, wskazując dziewczynie, że powinna mocniej naciągnąć kaptur na twarz. Jakby to miało pomóc. Jej piękne lico trudno było przeoczyć w tłumie marnych dziewek i chłopek, roznoszących jadło oraz napitki. Taką twarz zapamiętywało się na całe życie: złocista skóra, kształtne usta, stworzone wprost do pocałunków, maleńki nosek – nie jakaś tam bulwa jak u krasnoludzkich kobiet –  i oczy. Ach, dla tych oczu niejeden skoczyłby w otchłań piekielną.
Rohlin chodził po tym świecie już ładnych parę setek lat, wiele widział, wiele słyszał i wiele przeżył. Odwiedził sporo kopalni, w których szukał klejnotów, jednak takich szmaragdów, jakie błyszczały w oczach dziewczyny, nigdy nie spotkał.
Przedstawiła się jako Kharina, a on nie pytał, czy to jej prawdziwe imię. Mówiła, że przemierza Kirragonię w poszukiwaniu rodzinnych kosztowności, które dawno temu zrabowali ludzie Tollesto. Kłamała i był co do tego absolutnie przekonany.
– Czyli jesteś z północy? – zapytał krasnolud.
Dziewczyna zmarszczyła brwi.
– Nie, już ci mówiłam, nie pochodzę stąd.
– Nie jesteś z południa ani też z północy, więc skąd jesteś? – Rohlin skubnął kolejny kawałek chleba.
– Jestem tu gościem – syknęła przez zaciśnięte zęby.
Krasnolud upił piwo, nim ponownie na nią spojrzał. Nie był głupi, rozmowa o pochodzeniu wybitnie drażniła dziewczynę, co tylko mogło oznaczać, że albo kłamała, albo czegoś nie mogła mu powiedzieć.
– Gość, który ma zatargi ze smokami. – Mężczyzna otarł usta rękawem.
– Nie mam z nikim zatargów, po prostu szukam czegoś, co należy do mojej rodziny.
– A ludzie hrabiego wam to zrabowali. – Karzeł mlasnął, a potem podłubał palcem w zębie. – Czy nikt ci nie mówił, dziewczyno, że włóczenie się po obcej krainie bez ochrony może oznaczać tylko kłopoty?
– Umiem o siebie zadbać – stwierdziła stanowczo; jej dłoń instynktownie powędrowała pod płaszcz, gdzie ukryty był miecz. Krasnolud spojrzał na ostrze i uśmiechnął się krzywo.
– Wielu zaryzykuje utratę palca, by dobrać się do takiego miodu.
– Stracą więc więcej niż palec, jeśli spróbują – warknęła. – A zatem odpowiesz mi czy nie?
Rohlin wzruszył krótkimi ramionami.
– Widziałem w swoim życiu wiele szlachetnych kamieni, wydobywałem je w kopalniach, sprzedawałem, dostarczałem na zamki i dwory. Skąd mogę wiedzieć, o jaki klejnot ci chodzi?
– Jest jedyny w swoim rodzaju. – Zawahała się przez moment, jakby nie chciała zdradzić swojej tajemnicy. – Kształtem przypomina serce…
– A jakiego koloru jest ten kamień? – Krasnolud podrapał się po nosie.
– Zielony.
Brwi karła powędrowały do góry.
– Szmaragd, powiadasz? Pewnikiem równie zielony jak twoje oczy.
Wzruszyła ramionami.
– Można tak powiedzieć. Więc jak, słyszałeś o nim czy nie?
Mężczyzna milczał chwilę, postukał palcami o blat stołu i w końcu powiedział:
– Nie.
Sapnęła zirytowana.
– Jak to możliwe? Skoro, podobno, krasnoludy wiedzą wszystko o klejnotach. Nie ma takiego kamienia, który by nie przeszedł przez ich palce.
– Prawda. Zapewniam cię jednak, młoda damo, że gdybym znalazł taki kamień lub gdyby ktoś dałby mi go na przechowanie, nie chwaliłbym się tym na lewo i prawo.
Zacisnęła dłonie w pięści.
– Nie pytam, czy go masz, tylko czy wiesz, kto może go mieć albo gdzie go szukać.
Popatrzył na nią spod przymrużonych powiek, odepchnął talerz, chwycił worek podróżny, leżący na podłodze, i skierował się do wyjścia.
– Hej! – Również zerwała się z miejsca.
Rohlin zatrzymał się na moment.
– Szukasz kłopotów, dziewczyno. Jeśli ci życie miłe, zapomnij o tym cholernym kamieniu. – Potem, nie patrząc już na nią, ruszył przed siebie, szybko znikając w gęstym tłumie gości.
Wściekle dysząc, usiadła na swoim miejscu.
– Głupi krasnolud – warknęła pod nosem. Nie miała zamiaru rezygnować z poszukiwań. Zwłaszcza kiedy wyraźnie czuła wibracje otaczające klejnot, a otaczająca go dotąd ciemność słabła. Tyle setek lat czekała na ten moment, nie mogła się teraz zatrzymać, zabrnęła za daleko.
Ktoś szturchnął ją w ramię. Spojrzała za siebie, mierząc osobnika wzburzonym spojrzeniem. Karczmarz przepychający się między stołami najwidoczniej miał do niej jakąś sprawę. Od chwili, kiedy przybyła do gospody, wodził za nią wzrokiem.
Mężczyzna zebrał naczynia, zaniósł do kuchni, a potem wrócił i usiadł na miejscu, które wcześniej zajmował krasnolud. Właściciel oberży był człowiekiem wielkiej postury z jeszcze większym brzuchem.
Kharina spojrzała na niego ze wstrętem. Nie budził jej zaufania, oszukiwał klientów na jadle, podawał wino zmieszane z wodą, a w pokojach, które tak zachwalał, śmierdziało moczem i mysimi odchodami.
Niczego więcej mi nie potrzeba – powiedziała, nie czekając, aż gospodarz rozpocznie swój wywód.
– Zaraz, zaraz. – Mężczyzna próbował chwycić ją za rękę, ale mu na to nie pozwoliła. – Nie bądź taka płochliwa.
– Czego chcesz? – warknęła przez zęby. – Zapłaciłam już za pokój.
Oberżysta machnął niedbale ręką.
– Ja nie o tym – szepnął, pochylając się w jej kierunku.
Zmarszczyła brwi, mężczyzna cuchnął spleśniałym serem i kwaśnym piwem.
– Podsłuchiwałeś? – mruknęła. – Tak traktujesz swoich gości?
Wzruszył ramionami.
– Trzeba było tak głośno nie gadać. Myślisz, głupia dziewucho, że tylko ja słyszałem o co pytałaś krasnoluda?
Rozejrzała się nerwowo dookoła.
– Coś wiesz? – zapytała, wściekając się na siebie, że była tak beztroska. Za grosz nie ufała karczmarzowi, jeśli jednak słyszał coś o szmaragdzie, będzie musiała to z niego wydusić.
– Ile to coś jest dla ciebie warte? – Oblizał krwiste usta.
Skrzywiła się. Oczywiście, pieniądze, a jakżeby inaczej.
– Jest bezcenny, to rodzaj pamiątki rodzinnej.
– Czy jest sporo wart? – Gospodarz zatarł dłonie.
Westchnęła.
– Tak, jeśli pomożesz mi go znaleźć, sowicie cię wynagrodzę. – Nie mogła uwierzyć, że układała się z taką kanalią.
– A masz czym zapłacić? – Oczy karczmarza rozbłysły.
– Tak – warknęła. Kłamała, ale on nie musiał o tym wiedzieć. Przesunął wzrokiem po jej postaci.
– Nieważne, jakoś odbiorę swój dług.
Otuliła się szczelniej płaszczem, posyłając mężczyźnie rozgniewane spojrzenie.
– Uważaj, bo zmienię zdanie – syknęła. – Sama również prędzej czy później trafię na jego ślad.
– Ale ja wiem, gdzie go szukać – prychnął, lekceważąc jej obrażoną minę.
– Gdzie? – wysapała jednym tchem.
– Powiem ci, jak dojedziemy na miejsce. – Gospodarz podłubał palcem w uchu.
– Nigdzie z tobą nie pojadę. – Uniosła dumnie głowę.
– W takim razie nie odzyskasz pamiątki.
Zagryzła dolną wargę, szybko analizując słowa mężczyzny. Podejrzewała, że planował ją oszukać, być może nawet zagarnąć szmaragd dla siebie, jednak czy chciała tego czy nie, musiała zaryzykować. Klejnot będzie należał do niej.

Betowanie rozdziału - Arc z http://betowanie.blogspot.com/2016/03/arc.html

6 komentarzy:

  1. Dziękuję za powiadomienie. Sądziłam, że dodasz chap dopiero w lutym, a tu taka niespodzianka. Wielkie dzięki, zapowiada się ciekawie, dziewczyna bardzo zawzięta, zastanawia mnie co to za szmaragd. Czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Natalko, będzie jak zwykle w tematyce Sagi Siódmego Lądu. Jakoś nie potrafię uciec od moich smoków.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie się zapowiada. Jak zresztą każda inna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Emi, ciągle mnie zaskakujesz. Kharina boska, zapowiada się na ostrą sztukę, z niecierpliwością czekam na więcej.
    pozdro
    Robert

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak obiecałam, tak jestem. Nie wiem czy dzisiaj już wszystko nadrobię, chociaż się postaram, ale teraz chciałabym skomentować ten fragment :D Otóż muszę Ci powiedzieć, że styl masz fajny, taki bardziej dojrzały, chociaż w żadnym razie nie jest on ciężki, czy trudny w odbiorze - co jest ogromnym plusem :D Wyłapałam tylko kilka drobnych błędów (tj. brak przecinka lub w złym miejscu, albo niepotrzebny wyraz), poza tym wszystko jest bardzo ładnie napisane :)
    Jeśli zaś chodzi o treść - nie mogę się wiele wypowiedzieć, bo to dopiero początek :D Na pewno główna bohaterka nie jest typem osób, których nie lubię, więc bardzo możliwe, że mi się mocno spodoba :D Tym bardziej, że ma charakterek, jak nasza Taisha :D Lubię takie osoby :D
    I to by chyba było na tyle - dziękuję za umilenie wieczoru, no i życzę powodzenia w pisaniu kolejnych rozdziałów :D Weny ^__^ Oczywiście czasu i chęci również ! :D
    Pozdrawiam,
    Ang :)

    OdpowiedzUsuń