sobota, 14 czerwca 2014

Szmaragdowe Serce - Rozdział 14_epizod 2



Puściła konia samopas, nie zastanawiając się nawet nad tym, czy powinna przywiązać go do jakiegoś drzewa? Ogier wolno skubał trawę, zadowolony ze swobody jaką mu przyszło się raczyć. Emocje targające dziewczyną niewiele go obchodziły.
Kharina  usiadła na niewielkim kamieniu. Tuż obok niej spokojnie szemrał strumyk. Łzy swobodnie spływały po jej twarzy. Nie próbowała ich nawet ścierać. Wszystkie jej myśli koncentrowały się wokół barona i tego co usłyszała w łaźni.  Myślała, że mężczyzna nabrał do niej zaufania, wszak tak cudownie potrafił się z nią droczyć. Spotkanie w sypialni, a potem przy obiedzie, utwierdziło ją w tym przekonaniu. Wiedziała, że ciągle wodził za nią wzrokiem, robił to nawet przechodząc przez dziedziniec.
Gdziekolwiek się pojawił, z kimkolwiek by nie rozmawiał, zawsze szukał jej w zasięgu swego wzroku. Myślała, że jest nią zafascynowany, że być może nawet żywi do niej cieplejsze uczucia. Teraz już wiedziała jak bardzo się myliła.
Kiedy szukał jej wzrokiem w rzeczywistości sprawdzał co robiła, wypytując o nią, również starał się kontrolować, czy nie stanowi zagrożenia dla jego ludzi. Co gorsza nadal uważał, że nie można jej ufać i powinno się ją wyrzucić z Querm.
Normalnie nie przejęłaby się tym, ale teraz zaczęło jej zależeć na mieszkańcach tego zwariowanego zamku. Tworzyli prawdziwą, choć nieco ekscentryczną rodzinę i wbrew wszystkiemu chcieli by była jej częścią. Już od dawna nikt nie okazał jej tyle sympatii, co mieszkańcy Querm. Przez jedną, krótką chwilę uwierzyła, że znowu ma swoje miejsce na ziemi i jest coś warta. Ale on musiał wszystko zepsuć, zniszczył jej marzenia i zaufanie, którym zaczynała go obdarzać.
Potrząsnęła głową. „Nie myśl o tym” – nakazała sobie. „ On nie jest tego wart”. I pomyśleć, że chciała się z nim jakoś dogadać, przedyskutować sprawę kamienia, może nawet powiedzieć mu prawdę.
Tych kilka dni w zamku wystarczyło by zorientowała się, gdzie Quinkel trzymał swoje najcenniejsze przedmioty. Zdecydowanie nie robił tego w sypialni, choć tak podejrzewała na początku. Tym miejscem okazała się być sala kominkowa. W niej to smok przechowywał stare księgi i zwoje, a teraz jeszcze szmaragdowe serce.
Skąd o tym wiedziała? Było to jedyne pomieszczenie w zamku, do którego nie można było wejść bez wiedzy barona lub Esny i zawsze w towarzystwie któregoś z nich. Służki zdradziły jej, że smok bardzo się irytuje, gdy ktoś dotyka jego ksiąg, podobno były bardzo cenne, a wiedza w nich zawarta miała służyć jeszcze wielu pokoleniom.
Osobiście Kharina nie miała nic przeciwko pergaminom, lubiła zapach starych kart i tajemnice wyryte na stronicach. Jej celem jednak był kamień i to na nim zależało jej najbardziej. Jeśli Quinkel ukrył gdzieś szmaragd, to zrobił to właśnie w tej komnacie.
Miała już nawet plan jak dostać się do środka, ale potem sprawy między nią a baronem zaczęły układać się nadspodziewanie pomyślnie, i zrezygnowała z włamania.
Teraz już wiedziała, że źle zrobiła. Podły gad. Chwyciła leżący obok nogi kamień i cisnęła nim celując w pień drzewa, jakby to była głowa Quinkela. Kruszywo odbiło się od kory, lądując w krzakach. Chwilę później usłyszała warknięcie, a zaraz potem nieznajomy mężczyzna wszedł na polanę.
Kharina momentalnie spięła się w sobie. To był smok. Przybysz miał na sobie szare spodnie i długą tunikę, której kolor dawno temu przypominał zieleń. Teraz była tak brudna i podarta, że z trudem można było rozpoznać jej pierwotną fakturę. Mimo to mężczyzna uśmiechał się szeroko, łakomym spojrzeniem lustrując dziewczynę.
Szedł nieprzerwanie przed siebie, a Kharina gorączkowo zastanawiała się jak zatrzymać go w miejscu. Nawet z daleka widziała zaschniętą krew na jego dłoniach, butach i szyi, co świadczyło, że polował w lesie.
„Czy przypadkiem baron tego nie zabronił?” – przemknęło jej przez myśl. Smok tymczasem podszedł do niej, a zapach krwi unoszący się wokół niego, przyprawił ją o mdłości. To nie była krew zwierzęca, tylko ludzka.
– Jesteś tu sama? – zagadnął, uważnie rozglądając się dookoła, próbując dostrzec w zaroślach ukrywających się rycerzy. W głosie obcego była jakaś podejrzliwość. Widać uważał, że ktoś taki jak ona, nie powinien samotnie przebywać w lesie. Jak na ironię miał rację.
Koń Khariny, biegający luzem miedzy drzewami zarżał lekko, a mężczyzna spiął się  jeszcze bardziej, widać oczekiwał, iż lada moment wbiegną na polanę rycerze. Dziewczyna postanowiła trzymać się tej myśli.
– Rozbolała mnie głowa, więc odłączyłam się od grupy – skłamała. Chciałam ochłodzić się przy strumieniu, nie wiedziałam, że to twoje miejsce.
Mężczyzna wzruszył ramionami.
– Korzystam z niego – powiedział, przyglądając się jej jeszcze uważniej. – To gdzie twoi towarzysze? – zapytał.
Wskazała rękę na gęste drzewa.
– Ach gdzieś tam. – Po raz kolejny skłamała. Smok tymczasem oblizał usta, oceniając jej wygląd.
– Ładna jesteś – rzucił, skupiając wzrok na jej biuście.
Miała ochotę przyłożyć mu i zetrzeć kretyński uśmiech z jego twarzy. Zamiast tego zdecydowała się odciągnąć uwagę smoka od swojej osoby.
– Mieszkasz gdzieś w pobliżu? – zapytała niewinnym głosikiem. – Jadę z północy i jeszcze nie wiem gdzie się zatrzymam.
W jego oczach na moment zapłonął ogień, trwało to jednak zbyt krótko, by mogła być pewna, że się jej nie przywidziało.
– Mieszkam w okolicy – odparł na pozór spokojnym głosem.
– Może w Querm? – uśmiechnęła się głupkowato. Czego jak czego, ale była pewna, że Quinkel nie trzymałby takiej gadziny pod swoim dachem. –Pukałam do wrót, ale nie chcieli mnie wpuścić, chyba nie są zbyt gościnni.
Smok potrząsnął głową.
– Nie martw się mała, już niedługo bramy tego zamku będą stały przed nami otworem. – W spojrzeniu gada było coś tak okrutnego, że dziewczynie na moment zabrakło tchu. Domyślała się że mężczyzna stojący przed nią był smokiem, o którym szeptano w Querm, tym samym przed którym matki przestrzegały swoje dzieci. Nie podejrzewała jednak, że gad planuje napaść na mieszkańców i Quinkela.
Zagryzła wargi, nie chciała wyobrażać sobie Tarsa i wszystkich innych zaatakowanych przed smoka. Z drugiej strony w zamku mieszkało kilku smoczych wybrańców i żaden z nich nie był ułomkiem. Jakoś wątpiła, by groziło im realne niebezpieczeństwo.
– Nie jestem przekonana, oni raczej nie lubią przybyszów z północy – powiedziała. Powoli wstała, ale mężczyzna zagrodził jej drogę.
– Dokąd idziesz? – zazgrzytał zębami.
– Złapać konia – mruknęła. I byle dalej od ciebie, głośno jednak tego nie powiedziała.
– Po co? – po twarzy mężczyzny przemknął złośliwy uśmiech.
– Muszę wrócić do grupy – zaczęła, ale przerwał jej kręcąc głową.
– Nie wydaje mi się, zostaniesz tu gdzie jesteś.
– Nie mogę, będą mnie szukać…
– Niech szukają – roześmiał się głośno. Jeśli są podobni do ciebie, wielce mi się przysłużą. – Nie musiał dodawać, że miał na myśli kolację, bo to akurat Kharina wyczytała z jego oczu.
Miała ochotę zakląć, tak bardzo była wściekła sama na siebie. Co też ją podkusiło by jechać do lasu. Oczywiście wiedziała, co, a raczej kto. W obecnej jednak sytuacji, kiedy jej życie zależało od apetytu stojącego przed nią smoka, kłótnia z Quinkelem straciła nieco na znaczeniu.
 Przetrwanie, tylko to w tej chwili zaprzątało jej myśli. Zrobi wszystko by wyjść cało z tego piekielnego spotkania i niech przodkowie mają w opiece gada stojącego przed nią. Bo jeśli doprowadzi ją do ostateczności, pokaże mu kim jest naprawdę.
– Nie mam ochoty na gierki – powiedziała, odchodząc, ale smok chwycił ją za ramię.
– Ja również – syknął, przyciągając ją do siebie. Smród krwi ponownie wypełnił jej nozdrza. Zrobiło jej się niedobrze.
– Puść mnie! – warknęła.
– Czy już ci mówiłem, jak pięknie pachniesz? – mruknął, obwąchując jej włosy. – Wprost smakowicie.
– Nie będę twoim  obiadem – wrzasnęła, szarpiąc się i o dziwo udało się jej uwolnić rękę. Odskoczyła w bok jak tylko daleko się dało, ale smok i tak podążył za nią, skutecznie odcinając jej drogę w zarośla.
– A kto powiedział, że chcę cię zjeść? – zarechotał mężczyzna. – Dawno nie miałem kobiety, a ty wydajesz się być wprost idealna, nie to co te wieśniaczki zamieszkujące południe.
– Za dużo sobie wyobrażasz! – warknęła. – Nikt nie będzie mi rozkazywał co mam robić, a już z pewnością nie poplecznik Tollesto. – Zaczerpnęła powietrza, a widząc zdziwioną minę gada, ciągnęła dalej. – Nie myśl sobie, że nie wiem, kim jesteś. Smród zdrady bije z twego ciała, bardziej niż wnętrzności, tych których zabiłeś.
Roześmiał się głośno, ponownie zachodząc jej drogę.
– Sprytna jesteś, niestety nie ma to już żadnego znaczenia. Jestem żądny zemsty i nie spocznę, póki się nią nie nasycę. Wpierw jednak będę cię miał. – Ponownie ruszył do niej.
– Odsuń się, to zapomnę o wszystkim – powiedziała, w głębi duszy jednak wiedziała, że smok nie zareaguje na jej słowa.
– Skrawek po skrawku zerwę z ciebie całe odzienie, a potem będę się tobą sycił, aż moc na nowo wypełni moje trzewia. – W oczach gada ogień płonął mocno, podsycając jego żądzę. – Następnie, kiedy już zaspokoję chuć, z rozkoszą zatopię kły w twoim bijącym sercu.
Redakcja tekstu - Sylwia Ścieżka

22 komentarze:

  1. Widze ze akcja zaczyna sie zaostrzac hmm... miejmy nadzieje ze nasi rycerze zdążą z pomoca choc wystarczy tylko jeden ten właściwy :D dorka

    OdpowiedzUsuń
  2. Quinkel z pewnością się zjawi, tylko kiedy to nastąpi - trudno powiedzieć.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. „Myślała, że mężczyzna nabrał do niej zaufania, wszak tak cudownie potrafił się z nią droczyć.” hahahhaa normalnie uwielbiam te ich „cudowne droczenie się”. A droczcie się droczcie dalej, ile się tylko da hahaha

    I proszę jednak Kharina wlazła na smoka rozbójnika, czego raczej się spodziewaliśmy. Szkoda mi jej, biedna myślała (zresztą bardzo słusznie myślała) że baron na nią spoziera z zainteresowaniem a tu bum, usłyszała co usłyszała i jej serduszko zostało zranione :(

    Do tego jeszcze wpadła na smoka grasanta, który okazuje się głodomorem nad głodomory ;/;/ tylko by jadł i jadł... przy czym jeśli chodzi o Kharinę to nie tylko mu jadło w głowie ;/ :/ mam nadzieję, że Kharina zna jakieś sztuki walki i dokopie mu za siebie i za to, co wcześniej zrobił;/;/ oby znała, bo coś czuję, że zanim chłopaki Smoki wpadną z odsieczą, może być już po zawodach!

    Czyli to jakiś poplecznik Tollesto? Hmmm, ciekawe co ma do barona?

    Bardzo emocjonująca i ciekawa końcówka i już wyczekuję następnej, BO KOŃCZYĆ W TAKIM MOMENCIE TO NORMALNIE GRZECH, nieładnie Emiś OJ nieładnie :P

    dziękuję za piękny fragment :***

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj Kasieńko, znasz mnie tyle lat, toż to powinnaś wiedzieć, że zawsze kończę w najmniej odpowiednim momencie. A smok? Faktycznie coś mocno głodny. Oby nie skończyło się jak w bajce o "Czerwonym kapturku".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... zawsze się łudzę Emiś, że na lepsze się poprawisz i staniesz się litościwsza dla nas biednych czytelników :P

      ps. żartowałam oczywiście, a poniewieraj nas swym piórem ile wlezie, my czytelnicy twardzi jesteśmy... damy radę wiele znieść :D:D im więcej tym lepiej :D:D

      ps2. coby smok nie zeżarł Paskudy będzie git :P hihihihihi

      Usuń
    2. Emis zawsze konczysz w nieodpowiednim momencie? oj biedny ten Twoj malzonek oj biedny :P hihihihi

      Usuń
  5. Juz sie ciesze i widze ja Kharina wychodzi z siebie i smoka poskromi hihihi a jeszcze lepiej jak ten szal Qinkus zobaczy hihihi bo pewnie nie zdąży na ratunek i Kharina sama sobie poradzi :D .....hahahahaha wiedzialem juz wczesniej pisalem ja sie wygrazala Kharinka wredny smok blablabla a teraz prawie z placzem do lasu uciekla hihihi ja uslyszala co baronek o niej mowil....a wiadomo jest, ze mowil we zlosci na siebie a nie na Kharine bo Kharina to juz mu w jego smoczym serduchu zadomowila sie na forever i jeden dzien dluzej hihi Dziekuje Emis i buziole :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och czepiasz się Sławku. Wszak to kobieta, żeby nie powiedzieć "baba", a jak wiadomo wszystkie kobiety zmienne są. Widzimy to czego nie ma i wyobrażamy sobie zupełnie coś innego niż podpowiadają nam nasze oczy.

      Usuń
  6. Och jednak Kharina zaczyna przyznawać że jednak baron jest jej nieobojętny....ta obca gadzina bllle cały wymazany śmierdzący fuj. Tylko żeby baron zwęszył ich wystarczająco wcześnie.Dziękuję Emilko pozdrawiam Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie że ble, wszak urządził sobie ucztę w małej wiosce. A teraz jeszcze ma chrapkę na Kharinę.
      pozdrowienia Beatko

      Usuń
  7. Cudny ten rozdział, szkoda tylko że Kharina sama jest z tym potworem, który ma zamiar skrzywdzić całe Querm. Ciekawa jestem czy nasza dziewczyna ma jakieś moce, że nawet nie jest zbytnio przerażona tym spotkaniem, a może liczy na szybką pomoc od ludzi Quinkela. Bardzo dziękuję za rozdział. Pozdrawiam serdecznie, Meg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem przekonana, czy liczy na pomoc Quinkela. Jak znam życie obroni się własnymi pazurkami.

      Usuń
  8. Ojej... Niezły dreszczyk emocji nam zafundowałaś :D :D Skończyć w takim momencie to niemal grzech ! No ale mam nadzieję, ze wynagrodzisz nam to w następnym fragmencie :) Pozdrawiam, Bella1232 :)

    OdpowiedzUsuń
  9. OOO akcja nam gęstnieje:) Chciałabym zobaczyć jak Kharina aktywuje swoją klątwę czy może jest jakimś tam zwierzątkiem, czy inną istotą i pokarze tej gadzinie gdzie jego miejsce, z drugiej strony już wyczekuję barona. Przecież musi być gdzieś blisko nad nimi i jej pomóc, niech streszcza cztery litery i przybędzie na pomoc dziewicy w opałach :D:D Bardzo ciekawy rozdział rozgrzewający myśli, co też będzie się dalej działo? Już się nie mogę doczekać kolejnego kawałka, w którym może krew będzie lała się strumieniami :D Dzięki wielkie Misia1090

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj nie mam watpliwości ze Kharina sobie poradzi bo nie wygląda na przerażona raczej na mocno zdegustowaną tą gadziną Jestem ciekaawa co zastanie baron jak dotrze na miejsce Dzieki blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kharina rzeczywiście do strachliwych panienek nie należy, ale tak sobie myślę, że ona bardziej niż zdradzieckiego gada obawia się tego co w niej samej siedzi.

      Usuń
  11. Tamci szukali i szukali gadziny, a Ona Tylko wyjechała na przejażdżkę i kamieniem rzuciła. Pytanie: ma pecha czy szczęście?? Pozdrawiam Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością to i to, ale takie "szczęściary" też muszą chodzić po świecie.

      Usuń
  12. Kharina to ma pecha,najpierw ją Baron zdenerwował tak że aż uciekła do lasu chociaż wiedziała że nie wolno, to jeszcze napatoczył się śmierdzący smok który ma na nią ochotę . Znalazła się w dużych opałach ,ciekawe czy uratuje ją Baron czy też poradzi sobie sama . Pozdrawiam serdecznie Elka-el64.

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozbawiło mnie do łez mnie określenie "wszak tak cudownie potrafił się z nią droczyć"
    AGA

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiecie co zauważyłam brak komunikacji damsko- męskiej między nimi. Ona o niebie on o chlebie. Jej w głowie migdałki (nie te niebieskie:) ) a on ciągle podejrzliwy. A swoją drogą ciekawe co chowa w zanadrzu? pozdrawiam Lena.

    OdpowiedzUsuń