środa, 9 lipca 2014

Szmaragdowe Serce - Rozdział 17_epizod 1





Wiedziała, że będą się jej przyglądać, nie podejrzewała jednak, że swą osobą wzbudzi tak wielkie poruszenie. Od napaści na zamek minęło kilka dni, które Kharina spędziła w łożu, odwiedzana przez Esnę, Farela i dziewczyny z kuchni. Quinkel również przychodził, ale ich rozmowy jakoś się nie kleiły. Miała nieodparte wrażenie, że smok chciał ją o coś zapytać, jednak nie potrafił się do tego zmusić.
Ona zaś starała się hamować cięty język, by go nie obrazić. I zapewne tylko przodkowie potrafiliby odgadnąć, jak wiele cierpliwości ją to kosztowało. Widząc jak kluczy po komnacie, mamrocząc o pogodzie, nie raz miała ochotę zbesztać go i zrugać na czym świat stoi. Powstrzymywała się jednak, ze względu na opiekę, którą nad nią roztoczył. Choć z drugiej strony miała wrażenie, że jeszcze jeden dzień w łożu, a zacznie krzyczeć i rzucać poduszkami. Nigdy dotąd nie spędziła tak długiego czasu na ewidentnym próżnowaniu. Nawet w rodzinnym domu nie pozwalano jej wylegiwać się bez celu, wiecznie zaganiając do zamkowych obowiązków. Inna sprawa, że robił to głównie ojciec, widząc w niej wiernego towarzysza polowań. Zajęcia typowo kobiece, choć nie były jej obce, wykonywały w domu głównie służące, nadzorowane przez Pallinę oraz Rillę. Kharina wolała gnać na złamanie karku po lesie, lub uczyć się pod okiem ojca, rycerskiego rzemiosła.
Matka często narzekała na taki obrót sprawy. Targor jednak nie widział nic złego w uczeniu starszej z córek władania mieczem. Do dziś dnia słowa rodziciela rozbrzmiewały w jej głowie: ależ Pallino, kobieta powinna umieć zadbać o siebie. Świat pełen jest podstępnych mężczyzn, gotowych wykorzystać słabość naszych córek. Chcesz by stała się im krzywda? Oczywiście matka nie chciała, dlatego też pozwalała Kharinie zachowywać się jak chłopak i razem z innymi młodzieńcami okładać się drewnianymi mieczami.
Wiedziała, że różniła się od innych kobiet. Nie tylko wyglądem, ale nade wszystko temperamentem. W końcu była smokiem, a kobiet takich jak ona w całej Kirragonii było nie wiele. Z roku na rok rodziło się coraz mniej dziewcząt noszących smocze znamię. Większość dzieci przychodzących na świat stanowili chłopcy. Tym sposobem smoki w dorosłym życiu stawały przed problem znalezienia odpowiedniej dla siebie wybranki. Inna sprawa, że impulsywne gady nie zawsze chciały na towarzyszkę życia równie wybuchową jak oni sami, żonę.
Jaki był Quinkel? Tego Kharina nie wiedziała. Biorąc jednak pod uwagę, że pierwsza żona barona była delikatną niewiastą, mogła się tylko domyślać, że nie pałał on uwielbieniem do kobiet ze smokiem na plecach. Tym samym jeśli wcześniej miał do niej zastrzeżenia, w tej chwili najprawdopodobniej zrobi wszystko by jak najszybciej się jej pozbyć z Querm. Prawdopodobnie właśnie dlatego oddał jej kamień.
Zagryzła wargi. Była zła, na niego, bo tak łatwo zaszufladkował ją jako niebezpieczną niewiastę i na siebie, bo faktycznie już dawno powinna była odejść z Querm. Tymczasem dni mijały, a ona ciągle tu była. Początkowo swój przedłużający się pobyt tłumaczyła stanem swego zdrowia, wszak odniosła poważne rany. Dziś jednak, kiedy już prawie nic ją nie bolało, musiała spojrzeć prawdzie w oczy i uczciwe przyznać, że nie chciała opuszczać zamku. Co za ironia losu. I jakby na przekór wszystkiemu zaczynała obawiać się, że Quinkel pewnego dnia stanie w progu jej komnaty z zapytaniem, kiedy w końcu opuści jego dom. Nie sądziła, że będzie lękać się wyrzucenia z zamku, ale dziś tego właśnie najbardziej się obawiała.
Szła przez izbę, a każdy, kto znajdował się w głównej sali przerywał posiłek, mierząc ją uważnym spojrzeniem. Obserwowano jej ruchy i przyglądano się jej twarzy, jakby widziano ją po raz pierwszy w życiu. Miała świadomość, że teraz, kiedy już nie okrywała się zaklęciem, rysy jej twarzy wyostrzyły się jeszcze bardziej, a ciało nabrało drapieżnego wyglądu. Żadną miarą nie przypominała człowieka, wiedziała o tym i obawiała się reakcji mieszkańców.
Mogli nie chcieć przebywać z nią w jednym pomieszczeniu, mogli kazać jej wynosić się do wszystkich diabłów. Zamiast tego, ku jej ogromnemu zdziwieniu, wojownicy jeden po drugim zaczęli podnosić się z ław i podchodzić do niej, ściskając jej dłoń i dziękując za ocalenie Querm. Nim zdołała się zorientować, została otoczona wianuszkiem mężczyzn kobiet i dzieci. Wszyscy mówili jednocześnie, przekrzykując się, ściskając ją i klepiąc po plecach. Nie rozumiała połowy słów, ale wyrazy sympatii były, aż nadto namacalne, by w końcu dotarło do niej, że ci prości ludzie akceptują ją taką, jaką była naprawdę.
– No dobrze ludziska, odsuńcie się już od niej – przez tłum przecisnął się Farel, łapiąc ją pod ramię. – Wyściskaliście już naszą smoczą bohaterkę, dajcie jej teraz coś zjeść, bo jeszcze nam dziewczyna zasłabnie.
Ktoś się roześmiał, ktoś inny skomentował, że smoki tak łatwo nie padają, nastrój wesołości powrócił do Querm. Stary smok zaprowadził dziewczynę do głównego stołu, sadzając ją obok siebie. Naprzeciwko dziewczyny usiadły dwa inne smoki: Warmar i Tamar. Obaj z szelmowskimi uśmiechami nie spuszczali z niej wzroku.
– Wiedziałem, że jesteś inna – mruknął natychmiast Tamar.
– Akurat – wszedł mu w słowo Warmar. – To ja ci powiedziałem, że ma zbyt cięty język jak na ludzką kobietę.
– Fantastycznie, czyli jestem złośliwą jędzą – skwitowała wypowiedź smoków Kharina.
– Ależ nie! – zaprzeczyli gwałtownie mężczyźni.
– Jesteś wspaniała – dodał szybko Warmar.
– Impulsywna i gwałtowna – poprawił kuzyna, Tamar.
– Taka jak my.
– Być do was podobną, to jeszcze gorsze niż bycie złośliwą jędzą – odparła, przyglądając się mężczyznom i kiedy oni obaj zaniemówili – zaczęła się śmiać. Farel również rechotał w najlepsze.
– Ale z was głupki – mruknął stary smok.
– Żartowałaś, prawda? – zapytał Tamar i dopiero kiedy dziewczyna potaknęła głowa, on również się uśmiechnął.
– Dobrze jest mieć w zamku kobietę smoka – dodał Warmar.
– A to dlaczego? – zapytała, poważniejąc.
– Nie boisz się nas – smoki spojrzały po sobie.
– Rozumiesz naszą siłę i temperament.
– Chyba tak – potaknęła. W zasadzie mieli rację. Przy ludziach zawsze musiała uważać co robi i mówi. Tak łatwo było ich skrzywdzić, a tak trudno udawać słabego człowieka. Łatwiej jest przebywać ze swoimi.
– Kończcie jeść i zmykajcie do swoich zajęć – zgromił wojowników Farel. – Mury ciągle nie naprawione.
– Naprawdę? – zmartwiła się Kharina. – Nie miałam pojęcia, że gad poczynił tak wielkie szkody.
– Niestety – mruknął Farel. – Musimy odbudować część wschodnich murów i spichlerz.
Dziewczyna zasępiła się.
– Wiecie już kim on był? I dlaczego chciał zniszczyć barona?
– Nie wiemy czemu zaatakował, chociaż Quinkel rozpoznał jego barwy. Już wcześniej zetknęli się ze sobą.
– Zdradziecki gad z północy – warknął Warmar, widząc jednak minę Khariny, sprostował szybko. – Ciebie to się oczywiście nie tyczy. Ty jesteś inna.
Farel popukał się palcem w czoło, wskazując mężczyźnie jego głupotę.
Uśmiechnęła się zdawkowo.
– Rozumiem – mruknęła. – Ja też nie mam dobrego zdania o tym gadzie. Próbował zastraszyć mnie w lesie.
– Co?! – Farel pochylił się do dziewczyny. – Znałaś go wcześniej?
– Nie – pokręciła głową. – Po raz pierwszy spotkałam go tamtego dnia, kiedy napadł na zamek. Zaskoczył mnie w lesie – przemilczała fakt, że próbował ją zniewolić.  – Przechwalał się, że zniszczy zamek, ale mówił też, że to dopiero początek, bo wszystkie zamki na południu padną.
– Czy Quinkel o tym wie? – zapytał Farel.
Pokręciła głową.
– Jakoś nie było okazji, by mu o tym powiedzieć – zmieszała się.
Farel nie skomentował jej słów. Doskonale wiedział, jak często baron przesiadywał u dziewczyny. Skoro jednak mu nie powiedziała, musiało nie być między nimi dobrze, a może to Quinkel nie chciał słuchać dziewczyny. Wszak jak mówiło stare przysłowie: dwa smoki w jednym pomieszczeniu, to o jednego za dużo.
– Malutka, nie chciałbym wtrącać się w to, co jest pomiędzy tobą a baronem, ale…
– Pomiędzy nami nic nie ma – syknęła, ale jej policzki i tak już zabarwiły się szkarłatem.
Warmar i Tamar uciekli spojrzeniami w bok, zażenowani słowami Farela i reakcją dziewczyny.
– Kharino, on wyjeżdża, zapewne właśnie teraz się pakuje – kontynuował stary smok, w duchu żałując, że nie ma u jego boku Esny. Ona zawsze wiedziała co powiedzieć, podczas, gdy jemu język plątał się w ustach. Ach był już za stary na branie udziału w tego typu historiach.
Kharina tymczasem nie spuszczała wzroku z mężczyzn, widząc jednak na ich twarzach potwierdzenie wypowiadanych przez zarządcę słów, zerwała się na nogi.
– Ucieka ode mnie?! – wymknęło się jej, nim zdążyła zapanować nad językiem. – Już ja mu powiem do słuchu!  – warknęła. W jej oczach natychmiast rozgorzał ogień, a skóra rozbłysła smoczą energią. Odsunęła talerz z nietkniętym jedzeniem, puszczając się biegiem przez izbę.
Tamar patrzył za dziewczyną, uśmiechając się lekko. Potem spojrzał na Farela.
– Mogłeś jej przecież powiedzieć, że Quinkel nie ucieka z Querm tylko leci do Farrander, by zdać raport królowi – rzucił.
Stary smok wzruszył ramionami.
– Mogłem, ale ona jest równie uparta jak on.
Warmar wsadził sobie do ust kawał chleba, rechocząc w najlepsze.
– Jest tak wściekła, że jeszcze gotowa spuścić mu lanie.
Tamar szturchnął kuzyna w bok, ale jemu również uśmiech rozjaśnił zarośniętą twarz. Tylko Farel spoglądał lekko zdegustowany po mężczyznach.
– Jestem na to za stary – mruknął. – Zdecydowanie za stary na te wasze smocze zaloty. Za moich czasów inaczej zdobywało się względy kobiety.
– Co ty tam wiesz – zaśmiał się Tamar. – Mając taką kobietę w łożu, sam bym się jej nadstawiał, czekając na gorącego klapsa.
Warmar pokiwał zgodnie głową, tylko Farel wyglądał jakby miał zaraz paść na atak serca.

14 komentarzy:

  1. Ech kobiety....przecież Kharina to bystra dziewczyna to jak mogła myśleć, po tym jak uratowała zamek i mieszkańców, że będą chcieli się jej pozbyć i to ze strachu do tego. ...no i baron...czy ona ślepa jest czy rany jej na mózg siadły, przecież dla wszystkich jest jasne, że Quinkiel prędzej samobójstwo popełni niż się jej będzie chciał pozbyć....i Farel hihihi niby taki niepewny bez Esny, a tak sprytnie Kharinke podpuscil :D Juz się ciesze na następny epizodzik hehe jak Kharina do Quinkusia najazd zrobi i zacznie po nim jechać....a potem może w końcu na nim hahaha Dziękuję Emiś i buziole jak zawsze :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobiety lubią się zamartwiać, a poza tym, pamiętaj, że Kharina nie lubi swojej smoczej natury. Z powodu tego kim jest i właśnie swego wybuchowego charakteru straciła rodzinę.
      Farel rzeczywiście rozegrał sprawę po mistrzowsku.

      Usuń
  2. Nie wiem czemu Kharina jest taka niepewna zachowań ludzkich, czyżby w domu miała z tego powodu kłopoty.Ale temperament smoczy ma, wystarczyło napomknięcie Farela o pakowaniu się Quinkela a ta już do tamtego poleciała zrobić mu awanturę. A swoją drogą to ciekawe co jej tamten smok powiedział, czyżby więcej było takich niezadowolonych, moim zdaniem król powinien się o tym dowiedzieć. Bardzo dziękuję za cudowny rozdział. Pozdrawiam serdecznie, Meg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, temperament to ona ma. Czego namacalne dowody otrzymasz Meg w następnym rozdziale.
      pozdrawiam

      Usuń
  3. hej kochana juz mam obraz nastepnego rozdzialu :P normalnie nie moge sie ich doczekac :P kazdego jednego pozdrawiam Dorka

    OdpowiedzUsuń
  4. ha ha ale się uśmiałam reakcją Khariny na wieść że Baron wyjeżdża och te smoki i ich temperament. Wypatruję już następnego rozdziału. Dziękuję i pozdrawiam Beata

    OdpowiedzUsuń
  5. jako że praktycznie nie śpię już od dobrych dwóch tygodni i z zebraniem myśli żeby napisać jakiś konstruktywny komentarz u mnie kiepsko, tym razem tylko podziękuję :*

    ps. Emiś czytać to co piszesz to przyjemność :* czekam za następnym fragmentem, bo wygląda na to że będzie się działo!

    buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie jest miło mieć takich czytelników.

      Usuń
  6. Świetna rozmowa przy stole , szkoda by było gdyby z powodów natury romantycznej pominęli informację o zagrożeniu zamków na południu Wygląda ze oprócz zemsty osobistej smok brał udział w planowanym przewrocie na prawowitego władcę Wygląda że jest to szeroko zakrojona akcja z napadami na zamki , kradzieżami w kopalniach i kto wie co jeszcze/ no .... znaczy pomijając autorkę tego tekstu / Teraz czekam niecierpliwie na starcie Khariny z baronem dzięki Emi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzę Ci Blanko, że nawet ja wszystkiego nie znam. Oczywiście wiem, jak historia Khariny się skończy, ale o wielu szczegółach nawet ja nie mam pojęcia. Sporo ciekawych scen i sytuacji powstaje w oparciu o wasze komentarze i maile. To tak jakbyście uczestniczyli w pisaniu powieści.
      Dziękuję

      Usuń
  7. Mam nadzieję, że Kharina nie pobije barona za to, że wyjeżdża :-P dziękuję za kolejny wspaniały rozdział ! Pozdrawiam, Bella1232 ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. No to teraz znajdą się na celowniku. Każdy będzie im chciał pomóc, a zazwyczaj taka pomoc kończy się jeszcze większym bałaganem. Może go jednak nie pobije..., a może przykuje...i nie musi to być loch;) Emila co ty im tam szykujesz??? Pozdrawiam Lena

    OdpowiedzUsuń
  9. Szykuję wiele zaskakujących zwrotów akcji, Lenko. Wszystko, by ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja bardziej podejrzewam że pojedzie,czy raczej poleci z nim:)Serdecznie pozdrawiam Dana

    OdpowiedzUsuń