czwartek, 3 grudnia 2015

Zdrada niejedno ma imię - Rozdział 18_epizod 2




Nie poszedł do siebie, by zmienić odzienie. W połowie drogi do swej komnaty zdecydował, że czas na gierki się skończył i Helena musi zrozumieć, że z powodu jej milczenia krew jeszcze szerszym strumieniem popłynie korytarzami Farrander. Zapukał do drzwi kobiety i nie czekając, aż zaprosi go do środka, wszedł. Smoczyca spacerowała po izbie, wydeptując ścieżkę od okna do kominka. Na widok Melira zatrzymała się. W jej spojrzeniu zamigotała panika, gdy dostrzegła jego pokrwawione ubranie i wzburzoną minę. Przełknęła ślinę, ale nie zlękła się.
– Czy monarchom nic nie grozi? – Starała się mówić spokojnie, ale głos jej lekko drżał.
Melir zmarszczył brwi. Podszedł do niej i zatrzymał się ledwie krok przed nią.
– Ty mi to powiedz? – wycedził.
Zbladła, potwierdzając tym samym jego podejrzenia. Odruchowo zacisnął dłonie w pięści, usiłując stłumić ból, jaki sprawiła mu świadomość, że brała w tym udział, że go oszukała.
– Kim ty jesteś? – ciągnął oskarżającym tonem.
– Kimś, kto urodził się w złym miejscu i czasie. – W jej głosie pojawiła się gorycz. – Całe życie musiałam walczyć o prawo do życia, nie jesteś pierwszym, który je kwestionuje.
– Nie mówimy o tobie, tylko o tym, co zrobiłaś! – wrzasnął. – Zdajesz sobie sprawę co mogło się stać!
– A co takiego zrobiłam! – krzyknęła i w tej samej chwili ogień zapłonął w jej oczach. – No powiedz mi o wielki lordzie, hrabio południowych ziem, co prosta dziewczyna jak ja, bękart z północy, bez korzeni, bez pochodzenia, zrobiłam? Oprócz tego, że walczę o każdy kolejny dzień życia dla moich dzieci, które zostały gdzieś daleko i umierają ze strachu. Oprócz tego, że staram się jak mogę utrzymać na powierzchni, choć czuję, że tonę, oprócz tego, że skatowano mnie jak psa i wyrzucono niczym śmierdzące ścierwo. Oprócz tego, że każdego dnia walczę o życie królowej i staram się nie dopuścić złych ludzi do Eleara? Powiedz mi, co jeszcze zrobiłam? – wrzeszczała głośno, wymachując rękoma w powietrzu.
Smok wyglądał na zszokowanego. W jednej chwili pełen gniewu i złości w drugiej trzymał kobietę w ramionach i tulił ją do siebie. Jej pretensje ciągle jeszcze dźwięczały mu w uszach. Nie zważał na to, że moczy jej suknię krwią Guwesa, a ona nie protestowała. Zrezygnowana wtuliła się w niego, opadając całym ciężarem na jego pierś. Oplótł ją ciasno ramionami, wsłuchując się w jej miarowy szloch. Pozwalając jej wypłakać wszystkie cierpienia, których doświadczyła.
Trwali tak dłuższą chwilę nic nie mówiąc. On, trzymając ją w ramionach, ona tuląc się do niego jakby był jej jedyną nadzieją na ocalenie.
– Podpaliłaś gościnną komnatę? – zapytał. Nie odpowiedziała, ale poczuł, że skinęła głową.
– Dlaczego? – dociekał. Nie rozumiał jej motywów, chyba że chciała odwrócić uwagę od planowanej zbrodni. Natychmiast przypomniał sobie sztylet z komnaty króla. – Znaleziono ostrze pod łożem królewskiej pary. To nim planowano zabić władców, ale ty wiedziałaś o tym i postanowiłaś pokrzyżować spiskowcom szyki, dlatego podpaliłaś komnatę? – To wyjaśnienie zdawało się najbardziej logiczne i prawie się modlił, by przytaknęła.
Nie zrobiła tego i serce mężczyzny ponownie skuliło się z bólu.
– Heleno, błagam, powiedz coś, inaczej oszaleję. – Rozpaczliwie prosił bogów, by nie należała do spisku, by nie była taka jak Agatte. Najgorsze, że smok wewnątrz niego powarkiwał, bardziej ufając kobiecie niż jego osądowi.
Odsunęła się od niego, a on niechętnie pozwolił jej odejść. Oczy miała opuchnięte od płaczu, policzki zaróżowione. W jej spojrzeniu nie było jednak strachu tyło rezygnacja.
– Jestem zmęczona, Melirze. Tym jak wygląda moje życie, tym, że nie mam na nie żadnego wpływu, że ludzie, którzy mają mnie za nic, decydują o moim losie.
– To nieprawda – zapewnił ją, ale w jego głosie nie było słychać prawdy. – Opowiedz mi o sobie – poprosił najłagodniej jak potrafił, choć delikatność nie leżała w jego naturze. Zwłaszcza teraz, kiedy ze zdwojoną siłą docierało do niego, że wykorzystano stojącą przed nim kobietę do rozgrywek politycznych.
– To nic nie zmieni – szepnęła. – Jestem bękartem, którego wyparli się właśni rodzice. Nie myśl, że napawa mnie dumą roztrząsanie tego zdarzenia.
– Nie obchodzi mnie twoje pochodzenie, chcę wiedzieć, kto cię pobił i wyrzucił na trakt królewski. To był przypadek, czy świadome działanie?
Westchnęła ciężko. Uciekła wzrokiem w bok, nie chcąc spoglądać mu w oczy.
– Dobrze, powiem ci. Masz rację podejrzewając, że nie znalazłam się przypadkiem w tamtym miejscu. On to wszystko zaplanował, skalkulował. Wiedział, że rannego smoka leżącego na drodze do królewskiego miasta, podróżni nie zostawią samemu sobie, że prędzej czy później ktoś się zainteresuje i powiadomi władze.
– Miałaś znaleźć się w Farrander – powiedział wypranym z emocji głosem – jako szpieg. – W myślach błysnął mu obraz czarnej wstążki na jej kostce.
Skinęła głową. Niechętnie wróciła do tamtego czasu.
– Nie dał mi wyboru, zagroził, że zabije moje dzieci. – Łzy ponownie spłynęły po jej twarzy.
Melir drgnął, uprzytomniając sobie, że już po raz drugi wspomniała o potomstwie.
– Zostawiłaś na północy rodzinę? – wychrypiał, czując, że język staje mu kołkiem w ustach. Nie potrafił i nie chciał wyobrażać sobie Heleny z innym mężczyzną. Oddającej się mu, rodzącej jego dzieci.
– Są jeszcze bardzo małe, ledwie zaczęły chodzić. – Jej twarz rozpromieniła się, kiedy mówiła o maluchach.
– Współczuję ci – powiedział płasko, czując coraz większe rozczarowanie. – To twój mąż cię tak pobił?
Zamrugała zaskoczona jego słowami, na moment nawet zarumieniła się.
– Nigdy nie byłam mężatką. Marisę i Marcela znalazłam w lesie. Ich matka nie przeżyła porodu.
To nie były jej dzieci. Tylko sieroty. Być może nie powinien odczuć ulgi, że przygarnęła dwójkę sierot, ale, tak właśnie było. Smok wewnątrz niego zawarczał, uzurpując sobie pierwszeństwo do kobiety i mimo wewnętrznych oporów, musiał się z nim zgodzić.
– Co się z nimi stało?
– Zostały na północy. Zagroził, że je zabije, jeśli nie będę posłuszna.
– Przysłał cię byś zabiła króla? – zadał najtrudniejsze z pytań, choć już znał na nie odpowiedzieć i o dziwo wcale go nie przerażała.
– Tak – wyszeptała. – Taki był rozkaz.
– Nie wykonałaś go.
Potrząsnęła głową.
– I nie zamierzam, już ci to mówiłam, nie jestem morderczynią, tylko zdesperowaną matką dwójki dzieci, których los zależy od tego, co zrobię.
– Pomagasz spiskowcom ukrywającym się w Farrander, czy usiłujesz im przeszkodzić?
Uśmiechnęła się krzywo.
– Kiedy zrzucił mnie na trakt, powiedział, że w zamku są sprzymierzeńcy hrabiego Tollesto i że oni skontaktują się ze mną.
Nie zapytał, czy zrobili to, bo odpowiedź była jak najbardziej oczywista.
–Wiesz kim oni są? Możesz podać ich nazwiska? – Duch królewskiego obrońcy natychmiast obudził się w lordzie. Mogła go doprowadzić do spiskowców, mogła wiedzieć o nich wszystko.
Pokręciła głową.
– Nigdy ich nie poznałam, wiem o istnieniu tylko jednego. To on mnie odnalazł i zmusił do współpracy.
Melir wiedział, o kim mówiła, o smoku, którego zobaczył wtedy z nią w gospodzie.
– Kim jest? – zażądał coraz bardziej podekscytowany.
– Nigdy się nie przedstawił i dopiero wczoraj zobaczyłam jego twarz.
 – Co jeszcze możesz mi powiedzieć? – naciskał.
 – Niewiele – rozłożyła bezradnie ręce. – Odkryłam jednak, że nie kontaktują się północą. Nie przekazują sobie wieści, co najwyżej symbole, znaki.
Jedyna dobra wiadomość w tym wszystkim, przeszło mu przez myśl.
– Kto podrzucił nóż do sypialni królewskiej? – zapytał zamiast tego.
– Ja, oczywiście.
Skinął głową, wcale nie zaskoczony jej czynem.
– Czemu to zrobiłaś?
– Chciałam byś go znalazł – stwierdziła bez wahania. – Byś mnie powstrzymał.
Smutek odmalował się na jego twarzy.
– Oj, Heleno – westchnął. – Wepchnięto cię w sam środek brudnej wojny. Ona cię pochłonie.
Spojrzała na niego ostro.
– Muszę ocalić swoje dzieci, ale król nie zasłużył sobie na śmierć. Nie zrozum mnie źle, wychowałam się na północy, od małego wpajano mi nienawiść do południowców.
– Nie wątpię – mruknął, nie raz już miał do czynienia z ideologią zła i rozlewu krwi szerzoną przez Tollesto.
– Nie lubię gdy się mną steruje i gdy wmawia się mi, że coś jest czarne, podczas gdy widzę, że mieni się kolorami.
– Próbujesz oszukać spiskowców – stwierdził, pocierając czoło, coraz bardziej rozumiejąc dziewczynę i jej trudną sytuację. – Chcesz by, myśleli, że nie udało ci się zabić króla, bo w zamku wybuchł pożar.
Wzruszyła ramionami.
– Nie chcę by stracili do mnie zaufanie, póki nie odkryję, kim są.
Zaskoczyła go tym wyznaniem. Nie podejrzewał, że zyska tak cennego sojusznika. Nagle dotarło do niego, że do tej pory błądził we mgle, zaś kobieta, która mogła odmienić los wszystkich mieszkańców w Kirragonii stała przed nim. Pozostało odkryć jeszcze jedno. Poznać nazwisko, tego, którego powinien zabić.
– Powiedz mi, kim on jest?! – warknął ostro.
Cofnęła się o krok zaskoczona jego pytaniem.
– Kim do cholery jest ten, który skazał cię na takie cierpienie, który prawie pozbawił cię życia. Nie nazwałaś go, nie wypowiedziałaś jego imienia – zażądał. – Zdradź mi je, bym wiedział, komu muszę odpłacić za twój ból.
Wzdrygnęła się. Widział wyraźnie po jej minie, że brzydziła się wypowiedzieć jego imię, a cierpienie, którego wtedy doświadczyła, niczym echo, nową falą przetoczyło się przez jej ciało.
– Zwie się Favien i jest synem kobiety, która mnie przygarnęła. Miał mnie chronić, miał być moim mężem, a skazał mnie na śmierć. Nienawidzę go równie mocno, jak jego matki. Agatte nie stanęła w mojej obronie, chociaż mogła to zrobić. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to ona skazała mnie na ten los.
Z twarzy Melira odpłynęły wszelkie kolory, oddech utknął mu w piersi, a świat zawirował przed oczyma. Musiał podejść do łoża i chwycić się masywnej kolumny baldachimu, by nie upaść na podłogę.
Agatte. Agatte. To jedno imię krzyczało mu w głowie, a twarz żony jako żywa stanęła przed oczami. Bestia zawarczała, podsycając jego nienawiść.

7 komentarzy:

  1. Nareszcie Helena wyznała wszystko Melirowi. Dziwię się tylko, że on nie przejął się Favienem tylko Agatte. Czyżby nie wiedział, że F. jest jego synem? Ale teraz może wykorzystać Helenę w złapaniu szpiegów. Ciekawe czy to zrobi. Pięknie dziękuję za cudowny rozdział. Pozdrawiam, Meg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Melira wystarczającym szokiem jest świadomość, że znienawidzona żona żyje i ma się dobrze. Pragnął jej śmierci, teraz zaś musi zmierzyć się ze świadomością, że nie jest wolny.

      Usuń
  2. No nareszcie sytuacja się wyjaśniła oczywiście tylko odrobinę bo Melir jeszcze nie wie nic o swoim synu ale przynajmniej wie kto stoi na czele tego spisku dzieki Emi blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że świadomość, iż Agatte stoi na czele spisku boli go bardziej niż chciałby to przyznać.

      Usuń
  3. Nooo nareszcie się zdecydowała powiedzieć co i jak...ciekawe czy Melir dopadnie w tej części tylko spiskowcow czy też Agatte i Faviena czy może juz Emiś planujesz kolejna część:D dzięki i buziolki :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Sławku jak zawsze dobrze główkujesz.

      Usuń
  4. Nooo nareszcie się zdecydowała powiedzieć co i jak...ciekawe czy Melir dopadnie w tej części tylko spiskowcow czy też Agatte i Faviena czy może juz Emiś planujesz kolejna część:D dzięki i buziolki :***

    OdpowiedzUsuń